piątek, 9 sierpnia 2013

Czerwono mi...

    Nie wiem, czy też tak macie, ale robienie czegoś swojego, oprócz dużej satysfakcji, pozwala oderwać się od problemów, prozy życia. Wbrew pozorom - można po prostu odpocząć...

Ten wianek został powieszony na drzwiach u męża brata. Miał cieszyć oczy. Jakież było zdziwienie kiedy stał się pokarmem dla głodnych zimą ptaszków... A więc, nie każdy wianek może zdobić drzwi wejściowe...
Szczególnie smakowite okazały się suszone plastry jabłek.




Za tym wiankiem będę tęsknić szczególnie. Co roku, pod koniec lata, czekałam właśnie na nie - rajskie jabłuszka. Z racji umiłowania do wianków, właśnie tak lubiłam je wykorzystywać najbardziej. Służyły mi także do innych dekoracji, ale w wianku były jakieś takie cieszące oczy :). Są śliczne, bo malutkie, twarde i pięknie czerwone. Pryśnięte nabłyszczaczem do kwiatów sprawiają niebywałe wrażenie.
Jabłonka rośnie u moich rodziców. Co roku przycinałam jej gałązki na koniec jesieni. W tym, coś mnie podkusiło i ochlastałam drzewko wiosną, pozbawiając je wszystkich młodych przyrostów, na których właśnie miały pojawić się młode jabłuszka... No nic... muszę poczekać do przyszłego roku. A skoro jesteśmy w tej tonacji kolorystycznej to w tym roku mam nadzieję zrobić wianek z dzikiej róży, owoców głogu i przede wszystkim obłędnie czerwonej jarzębiny...


2 komentarze:

  1. Witam, witam, całkiem pomysłowe te twoje wianki:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Się staram :) Fajnie, że wpadłaś.

    OdpowiedzUsuń